Rozpoczynając grę mamy do wyboru kilka trybów gry. Jest jakiś tam zwykły meczyk, trening, konkurs wsadów i najlepszy z nich wszystkich „Street Chalange”. Tutaj tworzysz swoją postać, czyli najprawdopodniej swój cyfrowy odpowiednik. Masz do wyboru każdą możliwą opcję dotyczącą wyglądu. Zaczynasz od wzrostu, wagi, rozmiaru i kształtu oczu, warg, nosa itd. Wrzucasz na siebie tatuaże, koszulke lub bluze, spodnie, skarpety, buty, kolczyki, łańcuchy i zegarki. Tak wyposażony jesteś gotów by zwerbować do składu kilku ziomków. Możesz stworzyć swoich podwórkowych kolegów lub wybrać paru czarnuchów z istniejącej bazy. Następnie tworzysz swój własny teren. Tutaj wybierasz spośród kilku rodzajów nawierzchni, otoczenia, koszy, siatek, kolorów linii i obrazków znajdujących się na courtcie. Po takim przygotowaniu jesteś gotów by stać się jedną z legend „ulicznej” koszykówki. Respekt zdobywasz poprzez zwycięstwa w różnych meczach, które możesz rozgrywać w jednym z kilku miast. Mamy tutaj Rucker Park, The Cage, Venice Beach i jeszcze pare mniej znanych boisk. Niestety nie przyjdzie ci się zmierzyć z Hot Saucem, Skip’em, Tru Baller’em czy Goosebumps’em. Na szczęście spotkasz tu wszystkich wielkich graczy NBA. W końcu będziesz mógł stanąć u boku Starbury’ego lub skopać dupę znienawidzonemu Bryant’owi. Jeśli chodzi o kopanie dupy to możesz to zrobić na kilka sposobów. Grasz na punkty na zasadach NBA lub street, grasz na tricky lub na to kto pierwszy wykona „gamebreaker’a”. Wspomniany „gamebreaker” jest czymś w rodzaju dopalacza, który nabija się wykonując tricky i łamiąc kostki obrońcom. Tricków mamy mnóstwo. Każdy gracz ma ich około 32 w swoim arsenale w czasie jednego spotkania, ale możesz bez problemu usunąć te które wydają ci się słabe i zastąpić je innymi, bardziej widowiskowymi. W sumie liczba wszystkich tricków jest ogromna, kiedyś postaram się je wszystkie policzyć ;) Wracając do „gamebreaker’a”, gdy go odpalimy mamy szansę wykonać meeeega wsad. Nie będę go opisywał bo to trzeba zobaczyć żeby uwierzyć (zgubienie kulek gwarantowane ;). Poza meczami masz szansę pokazać swoje umiejętności w konkursie wsadów. Tutaj także wykonujemy kosmiczne akrobacje w powietrzu. Możemy skorzystać z pomocy stołów, koszy itd. i przelecieć nad nimi jak Smith nad Martinem w SDC. To wszystko oferowane jest nam w ataku, o co z obroną? Tutaj mamy dostępną opcję wykonania przechwytów i coś co jest najbardziej sporną rzeczą czyli bloki. Nie musisz wykonywać ich zgodnie z zasadami, nie ma tu żadnych goaltendingów i zakazów dotyczących opadającej piłki. Możesz stać pod koszem i zbijać każdy **** jaki podleci w twoim kierunku. Niektórzy uważają to za psucie rozrywki, ja uważam to za świetny pomysł. Wyobraźcie sobie bowiem mecz na zasadach „street’a” do 11. Gdyby nie taki sposób blokowania wystarczyłoby pięć rzutów za dwa i po meczu. Trochę by to było nudne. W zamian trzeba się „natrudzić” aby dostać się pod kosz i zrobić wsada prosto w mordę obrońcy. Czy jest coś fajniejszego?. Przejdzmy teraz do wyglądu. Grafika jest wykonana w rysunkowym stylu i doskonale pasuje do tej gry. Nie potrzeba nam tu idealnego odwzorowania zawodników gdyż nie jest to symulacja w stylu NBA Live. Ale nie oznacza to, że Manu wygląda jak Skiba, a Shaq jak Rondel. Twarze zostały doskonale „przeniesione” i bez problemu rozpoznajemy wszystkich graczy wielkiej ligi. Otoczenie boisk nie jest już tak wysokich lotów, ale kto w czasie meczu patrzy na publikę czy przejeżdżające samochody. Animacja graczy jest doskonała i wszyscy poruszają się świetnie. Nie ma tu żadnych ruchów w stylu tego złotego robota z Star Wars (nie pamiętam jak się nazywał ;). Czas powiedzieć coś o muzyczce. Nie zaskoczę was mówiąc, że ścieżka dźwiękowa składa się z hip hopowych kawałków. Uważam, że w poprzedniej części kawałki były lepiej dobrane z Freeway’em i Just Blaze’m na czele. Tutaj mamy mniej znane osobistości w postaci Nitty, Guerrila Black, Dirtbag, Ali Vegas, ale także rarytasy w postaci exclusive’a od BBoysów, remix’a „Jump Around” i klasyk De La „Me Myself and I”. W czasie meczy wesoło pokrzykuje sobie jakiś entertainer, wali swoim trash talkiem, czasami coś zaśpiewa wywołując uśmiech na japie słuchacza i ogólnie jest wesoło, choć suchary też się zdarzają ;). Oczywiście publika też się odezwie przy ciekawszych akcjach lub wygwizda cie gdy będziesz grał jak stara szmata. To tyle.
Narobiłem wam pewnie smaka, zwłaszcza że większość posiada tylko PieCe, na których NBA Street zapewne nigdy się nie pojawi. Cóż mogę powiedzieć. Pożyczcie sobie konsole od znajomych, ukradnijcie ją ze sklepu lub napadnijcie babcie żeby móc zagrać na tej wypaśnej grze. Każdy fan streetballu będzie zachwycony tą pozycją bo oddaje doskonale ducha tej rozrywki. Jeśli natomiast wolisz czystą grę z zasadami i taktyką to wracaj do NBA Live. Ja spadam popykać, bo umówiłem się na mecz z Dr. J’em i Larrym Bird’em ;)
PS. Posiadacze GameCube’a mają szansę zagrać ekipą ze spedalonym Mario na czele. W składzie oprócz wpomnianego hydraulika jest Liugi i Peach ;)
PS2. Ten motyw z napadaniem babci to był żart, podobnie jak to okradanie ludzi. Wszyscy redaktorzy Speedballing.pl zdecydowanie potępiają taki sposób postępowanie ;)